niedziela, 26 lutego 2017

"Zimowa miłość" - Elżbieta Rodzeń. Stara miłość nie rdzewieje, czy jednak zawsze jest szansa na jej ratunek?


„Jedynym sposobem, aby czegoś nie stracić, jest zupełna samotność, ale to głupie wyjście. Chcę zaryzykować.

Los zsyła ludziom różne scenariusze, a my nie zawsze wiemy jak sobie z nimi poradzić. Wylewamy swoje żale bądź zamykamy się w sobie często nie świadomi tego, że nasze wybory kształtują naszą przyszłość, torują drogę do szczęścia, bądź bezpowrotnie je odbierają. Życie bez dwóch zdań nie oszczędziło Anny, szanowanej pani doktor, która w przeszłości utraciła ogromną część samej siebie. Co ją spotkało i jak wiele zmienia upływający czas? Czy miłość jest w stanie przetrwać nawet wtedy, kiedy upchnęło się ją w najgłębszym z możliwych kufrów? Zapraszam na recenzję nowej powieści Elżbiety Rodzeń.

ZARYS FABUŁY
Anna i Michał poznali się na studiach pozwalając na to, by połączyła ich niezwykle mocna więź. I chociaż nic nie stało im na przeszkodzie, a przynajmniej tak by się mogło wydawać, dziewczyna odeszła zostawiając chłopaka bez słowa wyjaśnienia, tym samym skazując ich obu na prawdziwe cierpienie. Dlaczego?

Mija szesnaście lat, upłynął szmat czasu unikania się i układania życia na nowo. Na jednej z konferencji dla lekarzy przychodzi im jednak kolejny raz spojrzeć sobie w oczy. Czy los przygotował dla nich plan naprawczy? Nie do końca. Kiedy dochodzi do pierwszej konfrontacji wydaje się, że wciąż coś do siebie czują, a jednak Michał ma u swojego boku córeczkę stanowiącą dowód na to, że zdążył już kogoś pokochać. Wspólna podróż, przypadek i na jakiś czas zostają na siebie skazani. Czy wykorzystają szansę na to, by zrozumieć, że wciąż siebie potrzebują? A może upływające lata zmieniły zbyt wiele, by można było im nawzajem się kochać?

DOJRZALI BOHATEROWIE
Główna bohaterka i zarazem narrator tej powieści, Anna, to samotna kobieta sukcesu, zajmująca stanowisko dyrektora w klinice chirurgii plastycznej. Uczciwa, choć zamknięta w sobie, konkretna i starająca się nie ulegać emocjom skrywa tajemnicę, którą z nikim nie chce się podzielić. Dlaczego? Bo czuje się przez to wybrakowana. Z kolei Michał, lekarz pracujący w szpitalu dziecięcym ma świetny kontakt z maluchami, w dużej mierze z powodu kroczącej obok niego Zosi, ukochanej córeczki, która zajmuje w jego życiu najważniejsze miejsce. Ciepły, opiekuńczy i zaradny nie pozostaje obojętny wobec szans zsyłanych mu przez los. Nie każdą jednak da się wykorzystać i nie każdy błąd da się naprawić. Czy pomimo wielu przeszkód tych dwoje stanie na wspólne drodze, którą zaczną razem przemierzać?

HISTORIA O…?
„Zimowa miłość”, jak sugeruje sam tytuł, to historia z uczuciem na czele, nie ckliwa, nieprzesłodzona, chwilami trudna, ale prawdziwa. Jakby w wyzbytym magii świecie była szansa na odrobinę czaru rozgrzewającego serca. To przede wszystkim powieść o ludzkich tragediach, o dokonanych wyborach, które miały uchronić przed złem. Książka o miłości, ale i śmierci, o szczęściu, ale i chorobie. Pełna ciepła, angażujących sytuacji i zwierzeń. Elżbieta Rodzeń pokazała, że nie tylko letnie uczucie potrafi rozpalać. To zimowe bywa niemniej ogniste, nawet jeśli wokół panuje wyjątkowy chłód.

TŁO
Mało cywilizowana chatka i walka o przetrwanie. Obok tego szpital, jako miejsce szans i nadziei pacjentów, ale także jako miejsce niełatwej pracy. Trzeba przyznać, że do wymalowania tła przyłożyła się autorka z pełnym zaangażowaniem fundując czytelnikowi sceny działające na wyobraźnię. Jest przytulnie, niebezpiecznie, przygnębiająco, ale i pokrzepiająco.

AKCJA
Bywały momenty, kiedy akcja posuwała się do przodu niespiesznie, pozwalając czytelnikowi delektować się daną chwilą. Nie miały jednak one nic wspólnego z nudą. Pojawiały się także momenty zwrotu, kiedy mocno zdziwiona biłam autorce brawa za takie posunięcia, szczególnie w drugiej połowie. Są powroty do przeszłości, choć na pierwszym miejscu bez dwóch zdań stąpa niepewna teraźniejszość. Zbolała i szukająca swojego miejsca zabiera odbiorcę książki w pełną prób i oczekiwań podróż ścieżkami ludzkiego serca.

PODSUMOWANIE
Powieść o utraconych, ale i pozyskanych szansach. Książka o upływającym czasie, który zmienia wszystko, bądź nie zmienia prawie nic. Historia o miłości, wcale nie tej słodkiej, za to prawdziwej, wzbogaconej o ludzkie dramaty, jakże rzeczywiste i pouczające, bo nieraz otwierające oczy na to, co tak naprawdę bywa w życiu najważniejsze. Elżbieta Rodzeń zaproponowała zimową scenerię, rozgrzewając jednak akcję nie tylko rozpalonym ogniskiem, ale przede wszystkim płomieniem gorejącym w serach bohaterów. To książka dla dojrzałych kobiet, powieść z niełatwym do przełknięcia wnętrzem, jednak na pewno z satysfakcjonującym zakończeniem. I chociaż naprawdę tego nie oczekiwałam, w finale naprawdę się rozpłakałam. Dlaczego? To powinniście już sprawdzić sobie sami. Myślę, że nie pożałujecie.


moja ocena: 7-/10
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 461
data wydania: luty 2017


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam książki, które wzruszają i nie wstydzę się łez w trakcie czytania. Może równie emocjonalnie odebrałabym to zakończenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci powiem, że tym razem zakończenie wzruszyło mnie przez to, że jestem mamą. W innym wypadku pewnie by mnie tak to nie dotknęło. Więcej nie zdradzę :)

      Usuń
  2. widziałam tą książkę w zapowiedziach - muszę koniecznie przeczytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Ci się spodoba. To taka tematyka, która raczej trafi w Twoje gusta.

      Usuń
  3. Śliczna okładka! Przyznam, że mnie zainteresowałaś i jak będę miała okazję to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jak najbardziej przyciąga oko. A książka jest świetna, jednak dedykowana raczej dojrzałym kobietom, mającym swoje rodziny - męża, dzieci - przez to przeżywającym tę całą historię ze zdwojoną mocą.

      Usuń
  4. Uwielbiam takie historie ze spotkaniami bohaterów po latach. Na pewno tę książkę zdobędę, ale ja zawsze strasznie ryczę na książkach... no trudno, jakoś dam radę z tą, bo zrobiłaś mi na nią mega ochotę ;)
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często staram się trzymać i nie płakać. Nie zawsze się udaje. "Zimowa miłość" wywołała u mnie łzy dlatego, że pojawił się tam element bardzo mnie dotyczący, jako matki. Jeżeli jednak lubisz się mocno powzruszać, zapraszam na recenzję książki, którą zakończyłam czytać dzisiaj - Ogień, który ich spala". Tu czeka na czytelnika emocjonalna petarda :)

      Usuń
  5. A zatem mocno wzruszająca fabuła, a takie zawsze znajdą miejsce w moim sercu. Z przyjemnością zapoznam się z tą książką, tym bardziej, że pociąga mnie prawdziwość opisywanych historii, jakże często jeden nasz wybór determinuje pozostałe i decyduje o barwach losu. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi dosyć ciekawie, chociaż na pierwszy rzut oka nie spodziewałam się, że tematyka dla mnie. Po przeczytaniu recenzji, jednak zmieniam zdanie i myślę, że ,,Zimową miłość" mogłabym chętnie przeczytać!

    OdpowiedzUsuń