poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Kochają mnie do szaleństwa. Prawdziwa historia Jureczka" - Brygida Grysiak


„Bo to jest tak, że na raka choruje cała rodzina. Tak mówią ci, którzy się na raku dobrze znają. To ciężka choroba. I jak człowiek walczy, to cała rodzina walczy razem z nim. Jeśli jest miłość.”

Tak już to na świecie bywa niesprawiedliwie, że podczas gdy niektórzy z nas cieszą się nienagannym zdrowiem, inni rodzą się skazani na wieczne cierpienie. Ci, u których wszystko odbywa się w najlepszym porządku, nie muszą snuć rozważań o przetrwaniu kolejnego dnia, a ich problemy, często zbędne, wydają się tak błahe i niemądre w porównaniu z troskami tych, których los postanowił nie oszczędzać. Najgorzej jednak wtedy, kiedy na próby bólu i wytrzymałości skazywane są dzieci. Kiedy zamiast uśmiechu na ich twarzach pojawia się grymas cierpienia, a plac zabaw zastępowany jest przez szpitalną salę. Właśnie takiego małego bohatera, który poznał świat od tej najdrastyczniejszej z wszystkich możliwych stron, miałam okazję poznawać w ciągu kilku ostatnich dni. Spotkajcie go i Wy w mojej recenzji  książki „Kochają mnie do szaleństwa. Prawdziwa historia Jureczka”.

W grudniu, dokładnie ostatniego dnia roku 2010, w warszawskim szpitalu przychodzi na świat Jureczek. Data to wyjątkowa, tak samo, jak i wyjątkowy jest ów mały bohater. I chociaż chłopczyk jest piątym dzieckiem państwa Halskich, nie mają oni pojęcia o tym, jak bardzo tym razem zmieni się ich życie. Mijają pierwsze dni, kiedy wszystko wydaje się być takie, jak powinno. Jednakże już wkrótce przewrotny los szykuje całej rodzinie cios, którego zniesienie okaże się wielkim egzaminem miłości i wytrzymałości. Otóż Jureczek ma w głowie guza i to nie byle jakiego. Glejak IV stopnia to wyrok, stąd wszyscy szykują się do tego, że już wkrótce chłopczyk będzie musiał ich opuścić. Operacja, kolejna operacja i kolejna… Chemioterapia i pokaleczone od strzykawek ręce. Przykre rokowania lekarzy, nadzieja kłębiąca się w rodzicach, rozpacz, złość, smutek, ale i niegasnąca wiara. Nagle okazuje się, że Jurek żyje. Co więcej, po straszliwym cierpieniu, radzi sobie całkiem dobrze. Czy to cud? Czy to miłość? A może to moc uśmiechu pojawiającego się właśnie wtedy, kiedy o niego najtrudniej?

Bohaterem i zarazem narratorem powieści jest on sam – Jureczek, dziecko, które miało odejść z tego świata równie szybko, jak się na nim pojawiło. Dotknięty nowotworem zamieszkałym w jego głowie chłopczyk spędził w szpitalach o wiele więcej czasu, aniżeli we własnym domu. W hospicjum zaś przygotowywano się na jego odejście, do tego stopnia, że jego matka zakupiła rodzeństwu stroje na pogrzeb, którzy rzekomo zbliżał się wielkimi krokami. Sześć operacji głowy i dwa cykle chemioterapii – jak na jedno, małe dziecko, wydaje się ponad jego siły. A Jurek, w otoczeniu bliskich mu osób, był w stanie przetrwać wszystko.  Dzisiaj, mając już pięć lat i tylko nieco zbyt dużą główkę, za pomocą Brygidy Grysiak, dzieli się z nami swoją wyjątkową historią.

Autorka książki, dziennikarka TVN24, wpadła na genialny pomysł. Przedstawiając smutną, ale jednak zarazem pełną optymizmu historię chorego dziecka z jego perspektywy, przybliża ją czytelnikowi w sposób najbardziej trafiający do serca. Gdyby uczyniła Jureczka bohaterem opisywanym przez trzecioosobowego narratora, byłby on dla nas jedynie pechowym maleństwem. Poznając treść wyjętą jakby z ust chłopca, stajemy się jego dobrymi przyjaciółmi, a on sam trafia do naszego życia jako ktoś, o kim z pewnością długo nie zapomnimy. Język dziecka, bijąca ze słów dojrzałość, ale i niewinność zarazem, zrozumienie trudu i przyjęcie bólu, ale i beztroskie chwile błogiej nieświadomości. Przy takiej kompozycji nie w sposób się nie rozpłakać, bo serce mięknie wysyłając w kierunku umysłu silne, bogate w emocje sygnały.

„Kochają mnie do szaleństwa. Prawdziwa historia Jureczka” to opowieść o chorobie i o drodze jej pokonywania, ale nie tylko. Gdyby autorka ograniczyła się wyłącznie do tego, książka byłaby przecież wyłącznie smutna, a z pewnością taka nie jest . Na dodatek nie przedstawiałaby historii owego dziecka wiarygodnie. Bo przecież małemu Jerzemu nieustannie towarzyszyła miłość i nadzieja, uśmiech bliskich i wsparcie przyjaciół, którzy w tych ciężkich chwilach byli w stanie poświęcić mu swój czas. Chociaż w trakcie czytania pojawiają się momenty, podczas których odbiorcy treści towarzyszy żal i poczucie niesprawiedliwości, książka jest doskonałą lekturą jako lek na własne smutki, które nagle gasną, bledną i znikają. Skoro mały Jurek i jego cudowna rodzina byli w stanie stawić czoła śmierci, nie ma rzeczy niemożliwych, a wiara w Boga i w uzdrowienie może czynić prawdziwe cuda.

Przejmująca, poruszająca, ale i napawająca optymizmem. Przekazująca pozytywną energię i motywację do działania nawet w najbardziej beznadziejnych momentach. Ucząca miłości, wiary, przywracająca wizerunek rodzinnej mocy, która jest w stanie przetrwać wszystko. Taka właśnie jest ta książka, którą polecam wszystkim chcącym poznać wyjątkowego Jureczka – chłopca z dużą głową, ogromnym sercem i bagażem trudnych doświadczeń, które nie pozbawiły go uśmiechu. Po jej przeczytaniu spojrzycie na świat nowymi oczyma, bo Brygida Grysiak, wprowadzając w nasze życie małego chłopca, czyni naprawdę wielkie zmiany.

moja ocena: 5/6
wydawnictwo: Znak
ilość stron: 253
data wydania: październik 2015


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak.
 

4 komentarze:

  1. " Gorsze od raka jest jedynie to gdy Twoje dziecko choruje na raka" ~Gwiazd Naszych Wina. Coś pomieszałam, wspaniała historia. Człowieka ogarnia skrucha gdy czyta recenzję,bo wie czym są jego problemy wobec tych, które leżą na sercach rodziny i chorego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tematyka nieco przerażająca, ale mnie zaciekawiło coś innego, a mianowicie: narracja. Zazwyczaj w przypadku powieści, w których głównym motywem jest choroba dziecka, narratorem jest matka, ale samo dziecko? Z taką historią się jeszcze nie spotkałam, więc chętnie przeczytam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba teraz nie dam rady psychicznie zmierzyć się z tą książką

    OdpowiedzUsuń