niedziela, 20 grudnia 2015

"W piekle eboli" - Tadeusz Biedzki


„W Afryce wszystko brzmi niewiarygodnie, a jest prawdą…”

Nie tak dawno słowo ebola zasiało w Europie ziarno paniki. Nazwa strasznego wirusa wywołującego śmiertelną chorobę, epidemia pochłaniająca setki ofiar, chociaż tak naprawdę wiąże się raczej z Afryką, przestrasza także nas, żyjących z dala, a jednak stąpających po tym samym globie. Wirus ebola, zwany inaczej gorączką krwotoczną pustoszy ląd Czarnej Ziemi, zabijając po kolei tych, którzy w pozbawionych cywilizacji, ubogich krajach często nie mogą liczyć na jakąkolwiek pomoc. Zarażeni zostając wiec sami, cierpiąc do ostatnich chwil. Przezorni i nieco przestraszeni mieszkańcy innych kontynentów, drżąc o własne zdrowie i życie wolą więc trzymać się z dala. Umierają więc nie tylko mieszkańcy Afryki, ale także i przemysł turystyczny wraz z pustymi hotelami, restauracjami czy samolotami. Jak zatem wygląda ogarnięta epidemią Afryka? Czy płacze i ubolewa? Czy stara się funkcjonować tak, jak przed zbierającą obfite plony śmiercią? Być może mielilibyśmy o tym nikłe pojęcie, jednakże na rynku wydawniczym pojawiła się niezwykła książka – „W piekle eboli” autorstwa Tadeusza Biedzkiego. Znany obieżyświat do Afryki trafia nie pierwszy raz. Tym razem jednak jego celem jest poznanie nie miejsc i ludzi, a strasznego wirusa, z którym staje dokładnie oko w oko.

Lądowanie. Dezynfekcja rąk. Mierzenie temperatury. Tadeusz Biedzki wraz z małżonką biorą udział w obowiązkowych procedurach, które zostały ustanowione na wskutek panowania groźnej gorączki krwotocznej. Właśnie przybyli do Afryki, by przemierzyć setki kilometrów w poszukiwaniu źródła paniki i zła, przyczyn i skutków śmierci tak wielu mieszkańców Czarnej Ziemi. Trafiając pośród kolorowe stoiska targowe, pochłoniętych tańcem w Bignonie ludzi czy na zatłoczoną poławiaczami ryb plażę w Tanji mogłoby się wydawać, że życie Afrykańczyków niewiele się zmieniło. A jednak ebola na każdym kroku pozostawiła jakiś ślad, czasami ukryty, czasami zaś tak bardzo widoczny, że polscy podróżnicy, jakże rządni wyzwań, nie mogli być na to przygotowani.

Spotkania z ludźmi czczącymi szansę uniknięcia zachorowania, bezpośredni kontakt z osobami, które w wyniku rozprzestrzeniającego się wirusa straciły kogoś ważnego. Czy może być jednak bliższa styczność z ebolą aniżeli widok tych, którzy właśnie umierają? Tadeusz Biedzki przedstawia Afrykę, z której nagle relacje podróżnicze przestały być nadawane, kontent – który opustoszał i stracił na wartości, Czarny Ląd – ogarnięty tragedią i smutkiem. Jego wędrówka przez Gambię, Senegal, Gwineę, Sierra Leone i Liberię, przepełniona niebezpieczeństwem i niepewnością, kończy się niezwykle ciekawą i oryginalną książką – pierwszą taką nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Czytujemy o podróżach w głąb dżungli, o wioskach dzikich plemion czy ogarniętych ruchem metropoliach. A jednak mało kto jedzie zobaczyć siedlisko śmiertelnej choroby, bo w obawie o własne zdrowie z natury nie pchamy się tam, gdzie możemy  dokonać żywota. Tadeusz Biedzki trafia między ludzi. Nie obserwuje z daleka, a brnie dokładnie tam, gdzie straszna epidemia czyni największe spustoszenie. Spotyka mieszkańców Afryki mniej, czy też i bardziej przerażonych, ale z pewnością niejednokrotnie ma okazję przekonać się o tym, jak dziwnym kontynentem jest ów Czarny Ląd, rządzący się własnymi zasadami, przekonaniami i wierzeniami. Czy zjadalibyście nietoperze wiedząc, że to właśnie one mogą być przyczyną eboli? W Afryce nadal wielu ludzi nie porzuciło dawnych nawyków żywieniowych i to nie tylko w powodu głodu, ale przeświadczenia o tym, że to nie owe zwierzęta, a biali sanitariusze są roznosicielami wirusa. Co byście zrobili, gdyby przyniesiono Wam mydło, mające pomóc w utrzymaniu higieny jakże niezbędnej w zatrzymaniu rozwoju eboli? Właśnie tam, gdzie takowe jest tak bardzo potrzebne, mieszkańcy zwyczajnie go wyrzucają twierdząc, że także i ono może przyczyniać się do zachorowań.

Kontynent paradoksów, biedy, ale i lenistwa, nikłego rozwoju, niechęci do nauki, tragedii, ale i głupoty. Kraje, w których za wykonane zdjęcie mostu można zostać surowo ukaranym, ale gdzie z rąk do rąk niewidoczne dla władz przemycane są niezliczone kilogramy narkotyków. Ludzie – pragnący lepszego życia, ale nierobiący nic, by poprawić jego jakość i w końcu podróż Polaków – fascynująca i oryginalna, ale także niebezpieczna, przerażająca i momentami smutna zarazem. „W piekle eboli” to wyjątkowa książka, przy której fani literatury podróżniczej raczej nie mogą się nudzić.

Autor książki skupia się na poznanych ludziach. Nie opisuje miejsc, więc unikamy czytania informacji, które możemy znaleźć sobie w Internecie. Spotkanie z każdym Afrykańczykiem jest inne i ciekawe, ale też w pełni ukazuje obraz funkcjonalności tego kontynentu, jego porażek i pokładania nadziei w coś, co nie istnieje. Przytaczane dialogi, klarowna treść wyzbyta chaosu niejednokrotnie pojawiającego się w podróżniczych relacjach i niepowtarzalny klimat. Całość oceniam naprawdę pozytywnie.

Na kartach tego wydania pojawia się także spora ilość ilustracji, zdjęć przemyconych mniej lub też i bardziej legalnie. Gdyby nie aparat i odwaga Tadeusza Biedzkiego z pewnością wielu poruszających sytuacji nigdy byśmy nie zobaczyli. A spoglądając na książkowe obrazki rodzą się w nas rozmaite uczucia, od podziwu i zachwytu, poprzez obrzydzenie, lęk, strach i współczucie.

Ciekawa i łatwa w odbiorze forma przekazu, wyjątkowa podróż niepowielona w żadnej innej podróżniczej relacji, Afryka pokazana od strony choroby, ale przede wszystkim życia, jakie teraz toczy się właśnie tam. „W piekle eboli” to moja propozycja dla wszystkich tych, którzy lubią zwiedzać oczyma wyobraźni, dla fanów autora już przecież niejednokrotnie zachwycającego nas ciekawą opowieścią oraz dla zainteresowanych tematem strasznej choroby, którzy chcieliby Afrykę teraz pooglądać – ale bezpieczne trzymając się z daleka. 

moja ocena: 5-/6
wydawnictwo: Bernardinum
ilość stron: 339
data wydania: październik 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Bernardinum.
 Logo

7 komentarzy:

  1. Lubię książki tego typu... Z chęcią przeczytam, jeśli znajdę czas.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie przepadam za takimi książkami, ale po tą z przyjemnością sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno przeczytam. Za mną już bowiem dwie książki autora i bardzo dobrze je wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej nie przepadam za takimi książkami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To wszystko brzmi inaczej, ciekawiej. Podoba mi się, że autor przybliża prawdziwe oblicze Czarnego Lądu, bez zbędnego ubarwiania miejsc i ludzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten tytuł sobie na pewno zapiszę i poszukam w najbliższym czasie;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowita okładka! Ale i treść mnie intryguje - afrykańskie kontrasty!

    OdpowiedzUsuń