środa, 12 kwietnia 2017

"Zranieni" - H.M. Ward. Tom 1. Gdy przypadek staje się przeznaczeniem.


„- Już za późno na cofnięcie „kocham cię” – mówi łagodnie.”

Wyobraźcie sobie sytuację, że właśnie zdenerwowani i nie do końca pewni siebie trafiacie na randkę w ciemno. Wszystko, zaskakująco,  zmierza jednak w dobrym kierunku. Przystojny partner, udana rozmowa, pragnienie brnięcia w to dalej. Nagle okazuje się, że się pomyliliście i to nie co do oceny osoby, a co do wyboru stolika. To nie jest  Wasza randka! I już wtedy cała magia chwili pęka jak mydlana bańka. Zabawne? W ten sposób zaczyna się historia szukającej szczęścia bohaterki powieści „Zranieni”. Zainteresowało Was co będzie dalej? Zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY
Nieudana randka z finalną kompromitacją sprawia, że Sidney przestaje wierzyć we własne siły. Walcząc z mrokami przeszłości chciała stawić im czoła. Niestety cały ambitny plan kończy się fiaskiem. Życie jednak doprawdy potrafi ludziom dopiec, w szczególności, kiedy obierze sobie za cel poranione jednostki. Peter, czyli mężczyzna, z którym przez pomyłkę spotkała się w restauracji, okazuje się nowym wykładowcą na jej uczelni. A ona, mało tego, że będzie zmuszona pełnić rolę jego asystentki, zostaje także jego studentką. Czy mogło być gorzej?

Miłość, do której niełatwo będzie się przyznać. Relacja, która nie powinna przekraczać służbowych granic. Przypadek, który zaczyna rozwijać swoje skrzydła. Czy w świecie, w którym głośnym echem odbija się przeszłość, można znaleźć szczęście?

ZRANIENI – CZYLI ONA I ON
W książce pojawia się schematyczna budowa związku oparta na zakazanym uczuciu, które nie powinno się wydarzyć, a jednak… Czy tylko ja mam wrażenie, że to już było? Niemniej dobrze wykorzystana koncepcja, nawet jeśli mało świeża, może zdobyć uznanie. Jak było tym razem?

Sidney to dziewczyna, która ucieka przed przeszłością. Osamotniona, zamknięta na relacje z mężczyznami, blokowana traumą, która nieraz przysparza jej kłopotów i wstydu. Przestraszona, choć próbująca stawiać czoła problemom, nie irytuje, choć przyznam, że niektóre z jej zachowań sprawiają wrażenie przesadzonych, że aż nienaturalnych. Z drugiej strony, kobieta sporo przeżyła. Ale co jej się przydarzyło? To musicie odkryć sami. Znacznie bardziej przypadła mi do gustu kreacja Petera. Człowiek obyty, z posadą godną szacunku. Trzymający emocje na wodzy potrafi rozczulić, bo w jego wnętrzu tkwi smutna historia, która pozostawiła po sobie ślad na sercu i ciele. Para stawiająca czoła wielu wyzwaniom – polubiłam ją, chociaż nie pokochałam.

TANIEC W TLE
Uczucie jak z Kochając pana Danielsa, upokorzona bohaterka jak z Przypadków Callie i Kaydena oraz tło wyjęte rodem z Dirty Dancing. „Zranieni” to mieszanka różnych pomysłów tworzących w efekcie interesującą historię, którą czyta się całkiem szybko. Fabuła nie skupia się wyłącznie na miłości. Pojawia się tutaj także powracająca przeszłość – dosłownie i w przenośni. Niektóre z koszmarów stają się rzeczywistością, a demony zamierzchłych lat wychodzą z ukrycia, by narobić więcej szkód.

Z BAGAŻEM TRAUM
Książka porusza istotne tematy, ponieważ bazą całej akcji okazuje się ludzka krzywda. Nie ukrywam jednak, że na swoim koncie mam wiele wzruszających powieści i ta nie wywołała w mnie współczucia. Pokornie przyjmowałam wszystko to, co aplikowała mi autorka, chociaż bez większych wrażeń. Może zbyt banalnie i zbyt płasko potraktowała traumy przeszłości, może postawiła na zbyt przesadną liczbę zbiegów okoliczności, które nie zaangażowały mnie, a jedynie pozwoliły mi przyglądać się całości z pewnej odległości? Nie wiem. Z drugiej strony książka liczy zaledwie 204 strony. Liczę na to, że H.M. Ward rozwinie skrzydła w kolejnych częściach, a ja pomimo wad, planuję je przeczytać. Bo wyczuwam w niej potencjał i lubię ten gatunek.

BLOKOWANA NAMIĘTNOŚĆ
To, co odróżnia książkę od innych powieści z fabułą opartą na romansie, to specyficzny rodzaj namiętności. Takowa wisi w powietrzu, ale nie eksploduje. Autorka nie zasypuje czytelnika wyuzdanymi scenami czerwieniącymi policzki. A takie przeczekiwanie zaostrza apetyty i to mi się podoba.

PODSUMOWANIE
Historia o miłości, ale nie tylko. Nieco przewidywalna, schematyczna, choć potrafiąca przykuć uwagę. Z trochę zdziwaczałą główną bohaterką i bohaterem, którego naprawdę polubiłam. Powieść nie wywołała we mnie lawiny emocji, pomimo tego, że trochę na to liczyłam. Z tymi swoimi demonami przeszłości wciąż pozostaje lekką lekturą, którą pochłania się w ciągu dwóch-trzech godzin. Dla pragnących relaksu, nieprzepadających za obszernymi tomiszczami kobiet – traf w dziesiątkę. Dla koneserów gatunku – odgrzewany kotlet. Jaka okaże się kolejna część? Planuję to sprawdzić. Bo wierzę w to, że autorka czymś mnie jeszcze zaskoczy.


moja ocena: 6-/10
wydawnictwo: Editio Red
ilość stron: 204
data wydania: 11 kwietnia 2017

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio Red.
 Znalezione obrazy dla zapytania EDITIO

14 komentarzy:

  1. Te traumy, wszędzie te traumy :D tu do tego jakoś mało wciągające... Ale tymi mało wyuzdanymi scenami seksu to nawet bym się mogła zainteresować :) tym bardziej, że książka jest dość cienka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama zastanawiam się, czy te mało wciągające traumy to efekt niedopracowania tematu czy też skutek tego, że ów temat nieco mi się przejadł. Bywa :)

      Usuń
  2. Odpuszczam, ponieważ wydaje mi się, że ta książka się niczym nie różni. Zawiodłabym się niestety na niej. Ale muszę przyznać, że ma ładną okładkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nakłaniam więc, bo nie jest to arcydzieło tego gatunku :) Okładka niezła. Ale oryginalna podobała mi się nawet bardziej.

      Usuń
  3. Sięgając po książki, szukam emocji. Chcę, aby przedstawiona historia wstrząsnęła mną, a przynajmniej skłoniła do refleksji i zapisała się w pamięci. Boję się, że jednak ta opowieść okazałaby się dla mnie odgrzewanym kotletem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja niestety tych emocji tutaj nie poczułam. Myślę, że w Twoim przypadku byłoby podobnie. Trochę szkoda, ale tak czasami bywa.

      Usuń
  4. Czekam aż książka do mnie dotrze i już nie mogę się doczekać, gdyż książki od tego wydawnictwa przypadają mi wielce do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam książki tego wydawnictwa. "Dręczyciel" oraz "Making faces", które ukazały się w tym roku, to moje ulubione powieści 2017! Ta niestety nieco mnie rozczarowała. Nie zawsze musi być przecież idealnie :)

      Usuń
  5. Niekoniecznie dla mnie książka, ale może w wolniejszym czasie, dla przełamania serii gatunkowej. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nakłaniam na siłę, bo to nie jest mistrzostwo tego gatunku. Ale jako coś lekkiego, dla przełamania - może się nadawać :)

      Usuń
  6. W tej chwili nie mam ochoty na taką lekturę, ale za jakiś czas kto wie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam już kilka recenzji i większość raczej słabo ocenia książkę, więc tym razem sobie odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie zaczęłam dziś lekturę tej książki. Nie spodziewam się po niej zbyt wiele, ale mam nadzieję, że śledzę przy niej miło czas.
    Zapraszam na bloga Zapatrzona w książki gdzie dziś została opublikowana moją gościnna recenzja książki " Miłość niczyja". Zachęcam do komentowania, będzie mi bardzo miło. 😊

    OdpowiedzUsuń