poniedziałek, 24 kwietnia 2017

"Miasto z gliny" - Przemek Corso. Polski Indiana Jones na tropie afrykańskiej zagadki.


„- Po trupach do celu. Myślałam, że wiesz, co to znaczy…
Wiedział.
Wiedział aż za dobrze.”

Słoneczne wakacje, niespodziewani goście, przypadkowe wykopaliska i podpadający chłopak siostry. Tym razem Robert Karcz trafia w progi Tunezji, która porządnie da mu się we znaki. Wszak gdzie brawurowy archeolog, tam i przygoda. A ta prawdziwie niebezpieczna dopiero na niego czeka. Zapraszam Was dzisiaj na recenzję trzeciej części serii z Mustangiem, której kolejne tomy pojawiają się na rynku z prędkością zaiste godną podziwu. Czy Przemek Corso sprostał moim oczekiwaniom? Przekonajcie się.

ZARYS FABUŁY
Robert udaje się na wakacje, z koleżanką Zuzą, siostrą i jej chłopakiem. Lecz jeśli myślicie, że w słynnym Port El Kantaoui będzie leniwie wylegiwał się na leżaczku, jeszcze chyba go nie znacie. W tunezyjskim powietrzu zaczyna unosić się aura niepewności, szczególnie wtedy, kiedy Karcz obiera sobie za cel zdemaskowanie ukochanego Justyny. Nie ma jednak pojęcia, że już wkrótce u jego boku pojawi się ktoś, kto pokrzyżuje mu plany. A on trafi na Saharę, gdzie przyjdzie mu walczyć nie tylko o przetrwanie.

Wykopaliska, nielegalni handlarze zabytkami, porwanie i miasto z gliny. Tunezja, choć na początku nic na to nie wskazywało, przygotowała dla Karcza wyzwanie wybitne, przygodę, z której nie wszyscy wyjdą bez szwanku.

OBAWY vs RZECZYWISTOŚĆ, CZYLI SŁOWO NA TEMAT AKCJI
Początkowo miałam obawy. Wcale nie te dotyczące tła na jakie postawił autor książki, bo zdaję sobie sprawę z tego, że sama Tunezja okazuje się tematem wdzięcznym do przedyskutowania. Otóż przez jakiś czas akcja ogranicza się tutaj do napięć panujących pomiędzy bohaterami, do słownych przepychanek, które tak naprawdę do niczego szczególnego nie prowadzą. I już myślałam, że Przemek Corso postanowił zmienić ogólną koncepcję serii, że tym razem postawił na wątek śledztwa, który przysłoni piękny obraz polskiego Indiany Jonesa. A jednak potem nadchodzi wielkie bum i od momentu pewnego porwania historia zmienia swój kierunek. Zdecydowanie pozytywnie, z wykopaliskami i ogromnym niebezpieczeństwem na czele.

ROBERT AWANTURNIK
Robert, główny bohater serii, nie zmienia się nic a nic. Dalej odważny, pchający się tam, gdzie inni nie postawili by nawet jednego kroku. Choć chwilami sprawia wrażenie starającego się okiełznać swoje zapędy awanturnika, tak naprawdę nie stara się wcale. To jest właśnie Karcz, którego lubię. Człowiek, u boku którego zawsze wydarzy się coś głośnego i wartego uwagi. W tej części na scenie dość często pojawiają się także kobiety, starająca się utrzymywać przykładne relacje rodzinne Justyna oraz Zuza, przedstawicielka młodego pokolenia, która śmieszy dobitną szczerością. I można byłoby powiedzieć, że dzięki nim „Miasto z gliny” nabiera ledwie dostrzegalnego charteru powieści o miłości. Czy jednak aby na pewno? Bardzo niejasna, choć wciąż pozostająca w grze relacja głównego bohatera ze sporo młodszą koleżanką wciąż mnie nurtuje i mam nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczy.

NOWE POMYSŁY
Kolejny dobry pomysł autora, choć tym razem nie z polską ziemią w tle, to przecież skupiony na ponadprzeciętnych Polakach. W serii z Mustangiem podoba mi się to, że każda książka oferuje coś innego, a przygody głównego bohatera nie są tworzone na jedno kopyto. Jest dynamicznie, ciekawie i z żywiołowymi postaciami. Choć przez kilkadziesiąt pierwszych stron miałam pewne obawy i mogłabym Przemkowi Corso zarzucić mały przestój, dalsza część nadrobiła wszystkie braki.

PODSUMOWANIE
„Miasto z gliny” to trzecia, ale nie ostatnia część serii, której sam Wojciech Cejrowski oddał słowny hołd. Książka z wielką przygodą, gratka dla poszukiwaczy bohaterów balansujących na granicy przestępczości. Może nieszczególnie wiarygodna, choć oczywiście wyzbyta fantastycznych elementów, jednak bez dwóch zdań porywająca w wir emocjonującej, wartkiej akcji. Jeżeli jesteście jednymi z tych, którzy wciąż potrafią się przyznać do dziecięcych marzeń o poszukiwaniu skarbów, może się Wam spodobać. Ja po kolejne części sięgnę na pewno.

moja ocena: 7+/10
wydawnictwo: Bernardinum
ilość stron: 332
rok wydania: 2017

seria z Mustangiem: Podziemne miastoMiasto złodziei / Miasto z gliny


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Bernardinum.
 

7 komentarzy:

  1. Widzę, że książki są naprawdę ślicznie wydane :) co prawda nie czytam takiego gatunku, ale warto mieć je na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również rzadko sięgam po książki tego gatunku. Ale ta seria jest fajną odskocznią od tego, z czym mam do czynienia zazwyczaj. I nie narzekam, bo zabawa u jej boku potrafi odprężyć :)

      Usuń
  2. Książka zapowiada się ciekawie, lecz jeszcze nie poznałam pierwszego tomu tej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku tej serii naprawdę warto zacząć od pierwszego tomu, bo choć każda część to inna przygoda, można w pełni zrozumieć zachowania bohaterów tylko wtedy, kiedy zna się ich od początku. Ale ostrzegam, pierwsza część jest według mnie najsłabsza. Nie zniechęć się :)

      Usuń
  3. Nie lubię tego typu historii :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie nakłaniam. Nie zawsze każdy gatunek przypada wszystkim do gustu. Może innym razem :)

      Usuń
  4. juz przy okazji recenzji pierwszego tomu zaciekawiłaś mnie tą serią (mimo że to najsłabsza część), a teraz wiem juz na pewno ze chciałabym ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń