„ […] nie
wiem, kim jestem bez walki, jeśli ma to jakiś sens. Jestem tą walką. Jestem
śmiercią.”
Czytałam już niejedną miłosną
powieść dekorowaną środowiskiem gangsterów. Miałam styczność z bohaterami walczącymi
w klatkach, z nieczystymi zagraniami w tle i uczuciem na przedzie. Nigdy jednak,
w książkach tego gatunku, nie spotkałam się z tak mrocznym klimatem, jaki
powitał mnie w cyklu Poranione dusze.
Tillie Cole odważnie połączyła wrażliwość z brutalnością. Jaki był tego efekt? Zapraszam
na recenzję powieści „Reap”, drugiej części powyżej wspomnianej serii.

