środa, 16 sierpnia 2017

"We wspólnym rytmie" - Jojo Moyes. O dziewczynie znikąd i koniach.


  „Koń jest dangereux, potężny. Ale może być chętny do pracy. Jeśli dasz mu powód, by dla ciebie pracował, by cię chronił, by rozumiał rzeczy, które sam chce zrobić, wtedy osiągniesz coś pięknego.”

Nigdy nie wiem czego mogę spodziewać się po twórczości Jojo Moyes. Dla mnie, jako jedna z nielicznych słynnych autorek, ta wciąż pozostaje zagadką. Jej historie, dotykające różnych tematów, ale co najdziwniejsze – chwilami bardzo różniące się jakością i poziomem, potrafią pozytywnie zaskoczyć bądź poważnie rozczarować. Do której grupy zaliczyłabym jej najnowszą, wydaną w Polsce powieść o kobietach i koniach? Przekonajcie się. Zapraszam na recenzję książki „We wspólnym rytmie”.

ZARYS FABUŁY
Dla nastoletniej Sarah konie są jak rodzina, jak dziadek, który okazuje się być jej jedynym opiekunem. Kiedy więc mężczyzna trafia do szpitala, dziewczyna zostaje sama dzielnie próbując stawiać czoła problemom. Pewnego dnia trafia jednak do domu Natashy, zmieniając nie tylko swoje życie, ale także codzienność pewnego rozbitego małżeństwa.

Dojrzała pani adwokat, Natasha, znajduje się właśnie w trudnej sytuacji prowadzącej do rozwodu. Przykre doświadczenia uświadamiają jej, że pomimo wieku, oprócz kariery nie osiągnęła prawie nic. I wtedy właśnie progi jej domu przekracza nastoletnia dziewczynka, przynosząc ze sobą nie lada wyzwanie.

Czy będą w stanie sobie zaufać i jak wiele zmian szykuje dla nich przyszłość?

DWIE BOHATERKI
Ambitna, chwilami irytująca, ostatecznie jednak mająca dobre serce Natasha. Przekonująca mnie umiejętnością podarowania szansy nieznanemu człowiekowi i cierpliwością, zniechęcająca tendencją do spychania winy na męża. Nie zawsze postępująca poprawnie, choć ucząca się na błędach.  Ta bohaterka, niedoskonała pod względem charakteru, aczkolwiek jak najbardziej wiarygodna jeżeli chodzi o samą kreację osobowości, nie budziła we mnie tylu emocji, ile udało się ze mnie wyszarpać nastoletniej Sarah. Dlaczego? Teraz nie będę miła. Obarczona zbyt wieloma problemami jak na tak młody wiek, z pewnością nie reprezentuje sobą obrazu skrzywdzonej i przestraszonej dziewczyny. Swoim niewdzięcznym postępowaniem niejednokrotnie podnosiła mi ciśnienie przywołując w myślach słowa o wiele bardziej wyraziste, aniżeli chociażby bachor. Jojo Moyes przygotowała mi literacką podróż u boku postaci, z którymi nie byłam w stanie się zaprzyjaźnić. Nie zawsze jednak męczące osobowości znaczą to samo, co słabo naszkicowane portrety psychologiczne. I tutaj właśnie tak było.

CHWILAMI BYŁO CIĘŻKO
Zaczęło się ciężko, nie ukrywam. Opis czynności związanych z pracą z końmi, liczne francuskie zwroty… Ufff… Miałam ochotę odłożyć książkę na bok całkowicie z niej rezygnując. Widzicie zatem, że musiało być naprawdę źle. Takie myśli nachodziły mnie podczas czytania jeszcze kilkakrotnie, niemniej jednak fabuła została wzbogacona o kilka wątków, które skutecznie przytrzymały moją uwagę pozwalając dobrnąć do finału. Ostatecznie trudno nazwać akcję dynamiczną, aczkolwiek jej życiowy obraz i towarzyszące jemu ludzkie uczucia sprawiają, że nie jest wcale tak nudno, jak początkowo przypuszczałam. Pomijając kilka fragmentów, czytało się dobrze.

POWIEŚĆ O….
Powieść o zawiłych relacjach dojrzałych ludzi, o trudnych wyborach, miłości, przyjaźni i odkrywaniu swojego nieznanego oblicza. Absolutnie nieprzesłodzona, chwilami mocno gorzka historia pobudzająca do refleksji i poniekąd niosąca nadzieję. Wyraźnie odbija się tutaj zamiłowanie autorki do koni, bo fachowym określeniom współpracy z tymi pięknymi stworzeniami Jojo Moyes poświęciła naprawdę sporo uwagi.

PODSUMOWANIE
Podsumowując, „We wspólnym rytmie” to mądra i bardzo życiowa powieść, w której doszukałam się kilku rys. Nie jest to z pewnością najlepsza, ale też nie najgorsza powieść tej autorki. Z dobrze nakreślonymi portretami postaci o wcale nieidealnych charakterach i z kilkoma potrafiącymi zainteresować wątkami. Raczej dla dojrzałych kobiet i na pewno dla wielbicielek koni. Nie żałuję poświęconego jej czasu, ale przeczuwam, że nie będę o niej długo pamiętać.

moja ocena: 6-/10
wydawnictwo: Między słowami
ilość stron: 523
data wydania: lipiec 2017


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Między słowami.
 Znalezione obrazy dla zapytania między słowami wydawnictwo

10 komentarzy:

  1. Jako wielbicielka koni pewnie nie będą mogła oprzeć się pokusie sięgnięcia po książkę, ciekawa jestem, jakie na mnie zrobi wrażenie. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie książka na pewno Ci się spodoba. Koniom autorka poświęciła naprawdę sporą cześć uwagi. Widać, że w tej tematyce czuje się dobrze i się na tym zna.

      Usuń
  2. Faktycznie po powieściach Moyes nie wiadomo czego się spodziewać. "Zanim się pojawiłeś" bardzo mnie zawiodła, za to "Dziewczyna, którą kochałeś" zdobyła moje serce. Nie wiem, jakie wrażenie wywrze na mnie najnowsza powieść tej autorki... Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak przekonanie się o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja akurat nie miałam okazji przeczytać "Dziewczyny, którą kochałeś", więc mam co nadrabiać :) Jestem zaś bardzo ciekawa, jakie wrażenie zrobiłaby na Tobie ta książka.

      Usuń
  3. Mam w ją w planach. Jestem ciekawa czy mnie również będą irytować rzeczy, które Ciebie irytowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że będziesz bardziej zadowolona. Czytałam wiele pozytywnych opinii na temat tej książki. Niemniej jednak jestem szczera i jeśli coś mnie denerwuje, muszę o tym wspomnieć.

      Usuń
  4. Ja ze względu na okładkę już bym sięgnęła, a ogólnie bardzo lubię historie tej autorki więc może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam co do twórczości tej autorki mieszane uczucia. Jedne jej powieści mnie zachwycają, inne rozczarowują. Ta nie byłą zła, ale też nie wywołała euforii. Może u Ciebie będzie miała większe szanse. Ostatecznie to wartościowa historia.

      Usuń
  5. Do tej pory miałam okazję przeczytać tylko jedną książkę tej autorki, "Zanim się pojawiłeś", którą byłam tak bardzo oczarowana, że od razu pobiegłam do kina na premierę filmu... i znowu płakałam jak bober.
    Po tak genialnym doświadczeniu mam w planach wszystkie książki Moyes, ponieważ jej styl bardzo mi się spodobał i chciałabym zapoznać się z nim nieco głębiej ;) A jeśli zaś chodzi o ten konkretny tytuł... swojego czasu jeździłam konno i było to dla mnie coś naprawdę bardzo ważne, więc tym bardziej mam powód, by się z nim zapoznać. Mam nadzieję, że nie skończy się tylko na powodach ;)

    Pozdrawiam!
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  6. ja Moyes biorę w ciemno, chociaż Twoja recenzja trochę studzi mój entuzjazm

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...