poniedziałek, 10 lutego 2014

"Wołanie kukułki" - Robert Galbraith


Autor: Robert Galbraith
Tłumaczenie: Anna Gralak
Tytuł oryginału: The cuckoo's calling
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: 4 grudnia 2013
ISBN 9788327150738
Liczba stron: 452










Kiedy pierwszy raz zobaczyłam na wystawie sklepowej książkę „Wołanie kukułki” autorstwa niejakiego Roberta Galbraith’a, nie miałam pojęcia, że nieznane dotąd nazwisko może być mi tak bliskie. Osoby interesujące się tą książką, mogą bowiem z łatwością dotrzeć do informacji, że ów autor to kobieta ukrywająca się pod takowym pseudonimem. I to jeszcze jaka kobieta! J.K.Rowling jest przecież znana na całym świecie ze słynnej siedmiotomowej serii opowiadającej o życiu niezwykłego czarodzieja, Harrego Pottera. Pani Rowling nie bez przyczyny nie podała na okładce Wołania kukułki swojego nazwiska. Zabierając się za pisanie kryminałów, z pewnością nie chciała być kojarzona ze światem magii. Czy jednak autorka, która w niesamowity sposób opowiadała o wyimaginowanym i nierealnym świecie czarodziejstwa jest w stanie napisać wiarygodny kryminał? Przekonałam się o tym, że tak…

Lula Landry, niezwykłej urody, znana modelka, wypada z okna i ginie. Przeprowadzone przez policję śledztwo wykazuje, że jest to samobójstwo. Jedni z większą, inni z mniejszą wiarygodnością przyjmują to do wiadomości i sprawa cichnie.
Pewnego dnia, w biurze detektywistycznym byłego wojskowego, Cormorana Strike’a, zjawia się brat zmarłej gwiazdy. Jest przekonany o tym, że Lula nie popełniła samobójstwa, lecz wręcz przeciwnie, została zamordowana. Takie twierdzenie detektywowi wydaje się szaleńcze, gdyż wszystkie dowody wskazują na to, że policja rzetelnie przeprowadziła śledztwo i orzekła słuszny wyrok.
Cormoran mający jednak ostatnio spore problemy finansowe, podejmuje się rozpatrzenia sprawy, o którą prosi brat celebrytki, ponieważ jest to dla niego szansa na pozbycie sie długów.
Wszystko jest jednak niezwykle zawiłe. Wydaje się, że wszyscy, którzy mogliby coś w tej sprawie wiedzieć, zostali już przesłuchani. Jedyną osobą, która dostarcza przemawiających za zabójstwem dowodów, jest była sąsiadka Luli, która jednak w tragicznym dniu śmierci modelki, była pod wpływem narkotyków.
Cormoran Strike coraz mocniej zagłębia się w świat milionerów, niejednokrotnie ryzykując. Zaś osoby, które wydają się podejrzane, mają żelazne alibi, a ich zeznania wydają się całkiem sensowne.
Czy zatem śledztwo ma w ogóle sens? A może faktycznie cierpiąca na choroby psychiczne modelka popełniła samobójstwo?

Książka „Wołanie kukułki” to ciekawy, doskonale skonstruowany i trzymający w niepewności kryminał. Jedno wydarzenie, niczym walące się domino, pociąga za sobą serię różnych wydarzeń. Pojawiają się różne postacie, a każda z nich ma swój wyraźny charakter, który wnosi coś wartościowego w całą akcję. Każda osoba ma swoją historię, swoją wersję wydarzeń i własne cele, ale ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego.  Ów kryminał to doskonała zagadka dla czytelnika, który do końca nie jest przekonany o tym, czy morderca naprawdę istnieje. Pojawiają się chwile zwątpienia i chwile oświecenia, kiedy człowiek ma już praktycznie pewność, że odkrył całą tajemnicę zagmatwanej zagadki. Ale Robert Galbraith skutecznie wodzi nas za nos. Nie zawsze jest więc tak, że ci najbardziej podejrzani są tymi złymi. Najciemniej jest bowiem pod latarnią…

Niezwykły klimat zatłoczonego, ale i miejscami tajemniczego Londynu przez cały czas daje czytelnikowi szansę zgrania się z powieścią i „wejścia w nią”. Ma się wrażenie uczestniczenia w biegu wydarzeń, a wraz z każdą stroną coraz trudniej odłożyć książkę na bok. Mnie ów kryminał wciągnął już od pierwszych stron, zaś gwarantuję, że im dalej, tym ciekawiej.

Przed rozpoczęciem przygody z książką „Wołanie kukułki”, czytałam kilka recenzji osób, które pisały, że trochę się kryminałem rozczarowały. Liczyły bowiem na coś więcej. Ja powiem tak, że otrzymałam od tej książki wszystko, czego się spodziewałam. Było ciekawie, nieprzewidywalnie i mrocznie. Język, jakim jest pisana książka, z pewnością wpływa na jego korzyść. Interesujące dialogi, zróżnicowana mowa odmiennych klas społecznych i niezbędne opisy- to wszystko składa się na doskonałą powieść, która w mojej pamięci pozostanie raczej na długo. Jeżeli pojawią się więc nowe części opowiadające o losach Cormorana Strike’a (a tak ponoć ma właśnie być) to z przyjemnością po nie sięgnę.

Polecam zarówno kobietom, jak i mężczyznom i zapewniam, że „Wołanie kukułki” trafiło na listy bestsellerów nie dlatego, że to książka pani Rowling, ale dlatego, że to bardzo interesująca i wciągająca powieść.

Moja ocena – 4,5/5



Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A.

wtorek, 4 lutego 2014

"Anioł w kapeluszu" - Monika Szwaja

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/188000/188256/215128-352x500.jpg 

Z twórczością Moniki Szwai mam styczność nie od dziś. Przeczytałam wiele jej książek, więc mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Pani Monika, jak każdy autor, ma swój wyraźny i charakterystyczny styl. W tym wypadku jest on lekki, żartobliwy i przyjemny, niczym delikatna bryza letniego wiatru, muskającego nasze ciało.

„Anioł w kapeluszu” to historia wielu ludzi, spośród których wyszczególnić należy trzy najistotniejsze osoby:

Jonasz – młody chłopak będący ofiarą pochłoniętych biznesem rodziców. Ci zmuszają go do wielu zadań pozalekcyjnych, a w jego życiu brak czasu na prawdziwe, wolne życie. Nie może spotykać się z kolegami, zaś ogromnym problemem  dla jego rodziców jest to, że pod względem nauki nie jest na pierwszym, ale na drugim miejscu w klasie. To wszystko zaczyna odbijać się na psychice chłopca, co oczywiście jest niezauważalne dla jego ambitnej matki. Bohater posuwa się do drastycznych czynów i ucieka z domu…

Jaśmina – wybitna pani profesor znana w całej Polsce ze swoich publikacji książkowych i występów w telewizji. Jej poukładane życie zamienia się w dramat, kiedy nagle i niespodziewanie umiera jej mąż, zaś wszyscy synowie mając własne plany, wyprowadzają się z domu. Kobieta zostaje sama i męczona długimi stanami depresyjnymi, przeprowadza się z Warszawy do Szczecina. W jej życiu zachodzą o wiele większe zmiany, aniżeli mogłaby się tego spodziewać. Na jej drodze pojawia się Miron, tajemniczy, zdolny i oczytany mężczyzna, który mieszka w małym garażu, wiodąc życie kloszarda…

Miranda – młoda dziewczyna, której spokojne życie przewróciła do góry nogami pewna decyzja. Bohaterka postanowiła urodzić dziecko innej kobiecie, a to okazało się zbyt trudne na jej psychikę. Od tego czasu serce Mirandy nosi znamiona głębokiej rany, a różne problemy sercowe dodatkowo ją powiększają.

Losy trzech wspomnianych bohaterów są początkowo przedstawiane osobno. Co kilka stron, w książce pojawia się nowy dział noszący tytuł „Strona Mirandy”, „Strona Jonasza” czy też analogicznie, „Strona Jaśminy”. Z czasem jednak autorka zaprzestaje takich praktyk, a to dlatego, że zanika taka potrzeba. Bowiem drogi życiowe chłopca „uciekiniera”, zranionej dziewczyny oraz wybitnej pani profesor - krzyżują się. Zupełnie nieznani sobie ludzie, w takich, a nie innych okolicznościach spotykają się i odtąd będą mieli ze sobą wiele wspólnego. Pod jakim względem? Powinniście przekonać się o tym sami.

Problemy życiowe bohaterów książki „Anioł w kapeluszu” są naturalne i niewyimaginowane. Czytelnik ma wrażenie „prawdziwości” owej książki. Być może każdy z nas zna kogoś, kto zmaga się z podobnymi trudnościami, z jakimi zmagają się postacie stworzone przez Monikę Szwaję. Być może to my sami się z nimi zmagamy. Ta książka ukazuje to, że każdy człowiek napotyka na swojej drodze jakieś problemy. Nie zawsze jest kolorowo. Pani Monika uczy jednak tego, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Nie można tylko biernie siedzieć i czekać aż przyjdą lepsze dni. Warto przejąć inicjatywę, bo to my odpowiadamy za nasze życie i to od nas zależy, jak będzie ono wyglądać. Nieraz warto posunąć się do ryzykownych działań, bo można zyskać wiele.

Bohaterowie książki „Anioł w kapeluszu” są w dużej mierze sympatyczni i wyraźni. Przypadają do gustu i sprawiają, że na twarzy czytelnika pojawia się uśmiech.
Styl pani Moniki, jak już wspomniałam, jest lekki i łatwy w odbiorze, stąd też ta pozycja książkowa może być lekarstwem na nudne, depresyjne dni, ale nie tylko. Mi dzieła tej autorki kojarzą się z latem i wiosną. Anioła w kapeluszu czytałam zimą, ale spoglądając za okno miałam wrażenie, że to nie ta pora roku. Słońce, zero śniegu i temperatura znacznie powyżej zera. Być może to ocieplenie klimatu, a może właśnie „Anioł w kapeluszu” jest tego przyczyną. Kto wie, ponoć „anioły” mogą zdziałać cuda.

Książkę polecam w szczególności wesołym kobietom kochającym swoje życie tak samo, jak ja.

Moja ocena – 4/5    

poniedziałek, 3 lutego 2014

Wkrótce "Czarny książę", "Wołanie kukułki" i "Anioł w kapeluszu"

Oto moje plany na parę najbliższych dni. Właśnie kończę czytanie najnowszej książki Moniki Szwai "Anioł w kapeluszu", którą sprezentował mi mój Mężuś. W niedługim czasie pojawi się więc recenzja. Następnie planuję przeczytanie bestselleru niejakiego, a właściwie niejakiej Galbraith Robert, "Wołanie kukułki". Pod takim pseudonimem ukrywa się bowiem autorka "Harrego Pottera". Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A. Postaram się napisać jedną z lepszych recenzji w moim życiu. Na koniec zostawiam sobie książkę "Czarny książę". Jestem bardzo ciekawa, czy będzie tak udana jak "Mistrz". 



czwartek, 30 stycznia 2014

Jak zareklamować bloga

Moi Kochani,

Swoją przygodę z blogiem (tak na poważnie) rozpoczęłam w zeszłym roku. Od tego czasu zyskałam paru obserwatorów i naprawdę nie narzekam na ilość codziennych odwiedzin. Widząc, że ktoś czyta to, co napisałam i wiedząc, że mogę komuś pomóc, czuję się naprawdę szczęśliwa. Nigdy nie zrezygnuję z czytania, bo to coś, co kocham, a na takie czynności zawsze znajdzie się czas.

Jednakże ilekroć wchodzę na słynne blogi recenzentów, jestem zasmucona. Niektórzy chwalą się tym, że prowadzą bloga już rok czy chociażby dwa, zaś zerkając na ilość osób obserwujących, ja ze swoim blogiem nie dorastam im do pięt...

Zatem co robię źle? Może podpowiecie. Każda rada jest cenna. Naprawdę nie chcę wpychać się na blogi innych osób i tam reklamować się nieproszona, bo wiem, że kogoś może to oburzać.

A może ktoś z Was zechciałby współpracować ze mną w taki sposób, że ja zareklamowałabym Wasz blog na moim, a Wy mój na Waszym?;) To chyba byłoby sprawiedliwe, a naprawdę byście mi pomogli. Każda jedna Wasza pomoc to dla mnie naprawdę wiele.

Z góry z całego serca dziękuję

środa, 29 stycznia 2014

"Namibia. 9000 km afrykańskiej przygody" - Anna Olej Kobus, Krzysztof Kobus

 

Książka „Namibia. 9000 km afrykańskiej przygody” zapowiadała doskonałą przygodę także i dla mnie. Sami przecież macie świadomość tego, że wraz z dobrą książką można przeżyć naprawdę wiele ciekawych momentów. Ze streszczenia dowiedziałam się, że małżeństwo z małymi dziećmi (2 i 3 latka) wybrało się w dziką podróż po Afryce. I właśnie to bardzo mnie zainteresowało. Bo jakże można podróżować z tak małymi dziećmi, w tak niebezpiecznym kraju, podczas gdy nasza kultura ukierunkowuje nas tak, abyśmy chuchali i dmuchali na tak małe istoty. Jak się okazuje, taka podróż z dziećmi może być bardzo ciekawa, zaś dla maluchów jest o wiele lepszą lekcją, niż najnowsze zabawki edukacyjne podawane w czystych i sterylnych domach.

Autorami książki są Anna Olej Kobus i Krzysztof Kobus. Małżeństwo, które nie bało się podjąć ryzyka i zrealizować marzeń. Za to chylę przed nimi czoła. Swoją przygodę z Afryką opisali w bardzo przystępny, zabawny i interesujący sposób.

Wypożyczając terenowy samochód z namiotem na dachu, wyruszyli przed siebie. Przejeżdżali przez pustynię, przez tereny zamieszkałe przez dzikie i niebezpieczne zwierzęta oraz przez wioski tamtejszych plemion. Na swojej drodze spotykali najróżniejszych ludzi – od buszmenów, po podróżujących Polaków! A każdy wniósł do ich życia coś nowego. 

A co na to wszystko dzieci? Maluchy przeżywały całą przygodę po swojemu. Autorzy książki doskonale odzwierciedlili ich punkt widzenia, co nieraz było bardzo zabawne. Bo kto inny, aniżeli dziecko, może bardziej bać się psa od geparda bądź też przemawiać do napotkanych zwierząt z wiarą, że jest się zrozumianym. 

Każdy z nas ma jakieś wyobrażenia o kontynencie Afryki. Czy są one prawdziwe? Nie wiemy i nie dowiemy się, dopóki sami tego nie sprawdzimy.
Rodzina Kobus miała okazję przekonać się o tym, jak jest naprawdę. To oni poznali życie ludów Namibii, to oni mieli okazję obejrzeć jak naprawdę wygląda przepiękny i odmienny, ale nieraz monotonny krajobraz afrykańskiego kontynentu. Mieli także okazję docenić to, jak cenna i szanowana może być woda.
Bardzo podobało mi się to, że ci ludzie podróżując, nikomu nie wadzili. Nie ingerowali w środowisko i stosowali się do wyznaczonych reguł i zasad.
Cenię ich odwagę, wyobraźnię i zdecydowanie, bo tylko dzięki temu wyruszyli we wspaniałą przygodę, której z pewnością nie zapomną do końca życia.
Dali także przykład tego, że podróżowanie z tak małymi dziećmi jest możliwe.  Nie jest bardziej uciążliwe czy też ograniczające. Jest po prostu inne, bo daje inne możliwości i perspektywy.

Rodzina Kobus opisuje Afrykę taką, jaką ją zastała. Szczerze i bez ogródek opowiadając o tym, co wydawało się im naturalne, a co było zaskoczeniem. Autorzy podają nam nie to, co chcielibyśmy przeczytać, ale to, co ma miejsce naprawdę. Czy taka prawda się nam spodoba? Każdy musi ocenić to sam.

Książka wzbogacona jest o interesujące wstawki w formie ciekawostek na temat różnych miejsc, obiektów, zwyczajów czy organizacji. Czytelnik co chwilę natyka się także na przepiękne fotografie, których nieraz naprawdę można pozazdrościć. 

Ja niewątpliwie bardzo zachęcam do przeczytania tej pozycji książkowej. Z nią możecie powędrować w bardzo odległe zakątki własnej wyobraźni. Tym, którzy kochają przygody – polecam.

Moja ocena – 4,5/5

niedziela, 26 stycznia 2014

Martyna Wojciechowska - Kobieta na krańcu świata i jeszcze dalej...



Każdy z nas ma jakichś ulubionych pisarzy. Jeżeli chodzi o mnie i o książki podróżnicze, ostatnio wspominałam o tym, że przepadam za panem Cejrowskim. Chciałam jeszcze wspomnieć o kobiecie, której opisy podróży także bardzo mnie fascynują. I z pewnością nie jest to Beata Pawlikowska – broń Boże. Mowa o Martynie Wojciechowskiej.
Sporo jej książek przeczytałam już dosyć dawno, więc nie będę tutaj wypisywała szczegółowych recenzji. Chciałam jednak wspomnieć o całokształcie. Poniżej na zdjęciu prezentuję książki Martyny Wojciechowskiej, jakie udało mi się zgromadzić w mojej domowej biblioteczce. 


 Seria „Kobieta na krańcu świata” to opis życia różnych kobiet z całego świata. Niektóre z nich bardzo uzależnione od swoich rodzin i mężów, inni zaś całkiem odwrotnie – bardzo niezależne. Wszystkie jednak podlegają presji kultury i obyczajów, w obrębie których się wychowywały. Stąd możemy poznać tak różne od siebie sylwetki osób. Martyna Wojciechowska podróżując po całym globie, spotyka się z owymi kobietami i poznaje ich życie. Następnie wybiera najciekawsze i najbardziej istotne fakty, po czym je opisuje. To wszystko zaś idealnie komponuje się w książkach pani Martyny, które czyta się szybko i z wielkim zainteresowaniem. Nie ma tutaj nudnych faktów, o których możemy przeczytać w internetowej encyklopedii. Czytając dostajemy porcję ciekawostek uzupełnionych bardzo ładnymi zdjęciami.
Martyna Wojciechowska wydała ową serię podróżując z ekipą telewizyjną, bo przy tym wszystkim kręcony był  program telewizyjny.  Czasami w książce wspominani są pozostali członkowie ekspedycji, ale to nie przeszkadza, bo na głównym planie jest pani Martyna i jej bohaterki z całego świata.

Co cenię, Martyna podróżując nie wybrzydza. Stara się zrozumieć życie innych próbując robić to, co oni, a nieraz wymaga to sporej ilości wysiłku. Próbuje wszystkich potraw nie chcąc nikogo urazić, a bywa i tak, że są to rzeczy w nasze kulturze niejadalne.

„Zapisku (pod)różne” to także zbiór ciekawych przygód. Sporo z nich wydarzyło się podczas kręcenia odcinków „Misja Martyna”. Autorka opisuje wydarzenia zabawne, przerażające, wesołe i smutne – ale jedno jest pewne, że każde z nich jest bardzo wyjątkowe.

„Etiopia. Ale czad” skupia się na życiu ludzi Afryki. Książkę tę czytałam już dosyć dawno, więc na ten temat nie będę się tutaj dłużej rozpisywała.

„Wietnam” oraz „Kenia” to niewielkie tomiki wchodzące w skład mini serii. Takowych jest wiele, ale ja mam tylko dwa. Jeżeli komuś spodobały się książki „Kobieta na krańcu świata” to przygody w nich opisane są nieco bardziej rozlegle opowiedziane  w tych właśnie książeczkach. Można je kupić w niewysokiej cenie. Jedna kosztuje około 10 zł.  Przeczytanie takiego tomiku zabiera przeszło pół godziny. Jest jednak ciekawie.

„Auto Maniaczka” to tym razem nieco inny wątek z życia Martyny Wojciechowskiej. W tej książce autorka opisuje swoją pasję związaną z pojazdami i wspomina głównie o niezwykle pasjonującym Rajdzie Dakar. Przyznam jednak, że jest to jedyna książka Martyny, którą mam i jeszcze jej nie przeczytałam.

Martyna Wojciechowska pisze ciekawie. Podziwiam ją za odwagę, bo niewątpliwie się nią wykazuje. Nie boi się wspominać o swoich porażkach i błędach. Z niecierpliwością czekam na kolejne części Kobiety na krańcu świata, a mam nadzieję, że takie będą.  

A co Wy sądzicie o twórczości pani Martyny?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...