„ – To oznacza, że prawdopodobnie żyła, gdy
zaczęto odcinać jej głowę. Mogłoby się wydawać, że została uśmiercona w inny
sposób i dopiero potem oddzielono głowę od reszty ciała, ale wówczas krwawienie
nie byłoby tak masywne. Miejsce zbrodni musi wyglądać potwornie.”
Nie przepadam za literaturą skandynawską, a to dlatego,
że tamtejsze łamańce językowe – czytaj imiona i nazwy miejsc – nijak chcą
współpracować z moją wyobraźnią. Powstaje dystans, który sprawia, że u boku
danych historii czuję się po prostu nieswojo, obco. I pomyśleć, że tak wiele
mogą zdziałać pozornie błahe elementy książki. Skąd zatem u mnie norweski Jorn
Lier Horst? Ano czasami trzeba postawić na wyjątek. Dla przełamania monotonii
postanowiłam zrobić coś, od czego na co dzień stronię. Przeczytałam skandynawski
kryminał. Czy żałuję? Zapraszam na recenzję powieści „Nocny człowiek”.