„ […] ludzie, którzy boją się prawdy, nigdy
jej nie odkrywają.”
To historia o Mojżeszu, chłopcu znalezionym w koszyku,
jednak nie o tym pochodzącym z biblijnej opowieści. To książka o dziecku
cracku, lektura, w której narratorka obiecała mi umiarkowany ból, twierdząc w prologu,
że skoro te wszystkie wydarzenia przeżyła szarpana emocjami, ja już tak bardzo nie
doświadczę ich mocy. I wiecie co? Nie dotrzymała słowa. Poczułam się oszukana i
w tym wszystkim udało mi się przewidzieć tylko jedno. Już na wstępie
wiedziałam, że „Prawo Mojżesza” to nie będzie jedna książka z wielu. Wychodząc
przed szereg, dumnie dzierżąc na okładce nazwisko Amy Harmon, ta powieść
zapisała się w mojej pamięci jako ewenement. I tylko brakuje mi słów, by
wyrazić swoje wrażenia.