wtorek, 26 maja 2015

"Maybe Someday" - Colleen Hoover



Życie okazuje się nieraz żałosnym splotem wydarzeń, które wbijają w serce nóż atakując znienacka i nie dając szansy nawet na chwilę zastanowienia.  Pozorne szczęście, które jednego dnia czyni z nas najszczęśliwszych na świecie ludzi, może okazać się nazajutrz zaledwie wątłym cieniem radości zapadającej się w szczelinie na jednym z wielu pęknięć kruchego lodu. Nic nie jest pewne, prócz śmierci. Nawet te najbardziej stabilne z uczuć mogą okazać się z bowiem fikcją, która czyniła  codzienność zaledwie złudzeniem rzeczywistości.  Zaś nasze realne plany, te wręcz namacalne, niejednokrotnie stają się utopią, do której chciałoby się wrócić, lecz nie jest to już możliwe. Co byście zrobili, gdyby to właśnie ci ludzie, którym dotąd ufacie najbardziej, wyrządzili Wam największą z krzywd? Co, w sytuacji, kiedy w jednym momencie utracilibyście miłość, przyjaźń i dach nad głową? Początkowo świat przestałby dla Was istnieć, ale upływ czasu udowodniłby Wam to, że najwyraźniej tak musiało być. Bo co dziwne i paradoksalne, cierpienie jest często bramą do prawdziwego szczęścia, do bezkresnej radości wyzbytej ułudy i fikcji. Na takiej właśnie ścieżce, drodze usłanej wieloma raniącymi kolcami, znalazła się Sydney, bohaterka nowej powieści Colleen Hoover, pt. „Maybe Someday”. Poznajcie zatem sytuację, w której się znalazła.

Sydney właśnie przygotowuje się do świętowania swoich dwudziestych drugich urodzin. Jednakże zamiast góry prezentów otrzymuje od życia cios, który na długo zapamięta. Odkrywa bowiem, że jej chłopak i najlepsza przyjaciółka, z którą dzieli mieszkanie, skrywają przed nią romans. Okazuje się, że sypiali ze sobą od dawna i choć rozumieli, że to nie w porządku, nie potrafili tego przerwać. Zraniona Sydney pakuje się i ucieka. Problem tkwi jednak w tym, że nie ma się gdzie podziać. Ta kwestia zostaje jednak bardzo szybko rozwiązana. Szczęśliwym trafem dziewczyna otrzymuje tymczasową kwaterę w mieszkaniu Ridge’a, chłopaka, który z czasem przestaje być dla niej przypadkowym znajomym. Okazuje się, że Sydney kocha nie tylko tworzoną przez niego muzykę, ale także i jego.  

Ridge, dwudziestoczteroletni chłopak, uczynił gitarę częścią swojego ciała. Komponowana przez niego muzyka, pełna wrażliwości i uczuć, przyciąga Sydney, która przy każdej okazji przysłuchuje się jego występom. Ridge ją zauważa, chociaż ona początkowo nie zdaje sobie z tego sprawy. Kiedy dotyka ją nieszczęście i dziewczyna trafia pod jego dach, pomiędzy nimi tworzy się więź, którą ciężko zbagatelizować. Cóż jednak z tego, gdyż Ridge od pięciu lat tkwi w szczęśliwym związku. Maggie jest dla niego wszystkim – uczynna, pomocna i wyrozumiała. To, co dotąd wydawało się chłopakowi tak proste, bardzo się komplikuje. Wprowadzając Sydney w świat muzyki i zabierając ją na spacer dźwiękami melodii, zastanawia się, czy można kochać dwie osoby równocześnie. Jego życie staje więc do góry nogami, a cała sytuacja z pewnością zrani niejedno ludzkie serce.

Ona – wrażliwa, ufna i zraniona.
On – opiekuńczy, lojalny wobec dziewczyny, starający się postępować w zgodzie z własnym sumieniem.
Kiedy ich dwie dusze znajdują swoją własną rzeczywistość, wszystko wokół na kilka chwil przestaje się liczyć.

Bohaterka książki, zdradzona przez przyjaciółkę i chłopaka, poznając Ridge’a odkrywa, że jej dotychczasowy związek był toksyczną więzią, która tylko ją wyniszczała. Nowo poznany mężczyzna staje się dla niej czymś więcej, aniżeli przyjacielem od muzyki. Sydney zdaje sobie jednak sprawę z tego, że tak naprawdę jej uczucia nigdy nie znajdą ukojenia, ponieważ Ridge ma dziewczynę – Maggie, która oprócz cudownego wyglądu wyposażona jest w prawdziwie anielski charakter. Chłopak, oddany swojej partnerce, nie chce dopuścić do siebie myśli, że mógłby ją skrzywdzić. Każda chwila z nią spędzona jest dla niego niebem. A jednak towarzystwo Sydney sprawia, że Ridge zapomina o całej reszcie. O Maggie, o granicach, których nie można przekraczać, a nawet o tym, że życie pozbawiło go słuchu.
źródło

Bardzo ważnym elementem powieści „Maybe Someday” jest muzyka – jej piękno ukryte w każdej nucie. Chociaż główny bohater nie słyszy, tworzy piosenki, bo czuje ich brzmienie sercem. Sydney, która z czasem pomaga mu wymyślać słowa, okazuje się rozumieć muzykę o wiele głębiej, aniżeli inni. I to właśnie dźwięk staje się dla tych dwojga spoiwem, które tak trudno rozdzielić. Odbierany o wiele głębiej, aniżeli wyłącznie uchem, tworzy intymną więź, której tak naprawdę oboje nieporadnie starają się uniknąć. Czeka ich wiele trudnych wyborów, rozterek, cierpienia i bólu. Czy muzyka pozostanie dla nich jedynym, co ich łączy? Czy odważą się zabrnąć dalej?

Sięgając po książkę „Maybe Someday” miałam spore wymagania. Promocja tej powieści jest tak rozległa, że ów tytuł dotarł już chyba do świadomości każdego czytelnika. Czasami jednak bogata kampania reklamowa nijak ma się do treści, która okazuje się przeciętna. Tutaj jednak tak nie było. Książka jest CUDOWNA. I wiecie co? Znowu odebrano mi zdolność trzeźwego myślenia. Nie wiem co mam napisać, bo mam wrażenie, że żadne z moich słów nie jest w stanie oddać mojego zachwytu. Colleen Hoover stworzyła historię miłości, której nie znalazłam w żadnej innej książce. Nie ma tutaj wielkiego bum, podczas którego ludzie zakochują się w sobie i odtąd wszystko staje się łatwe. Uczucie głównych bohaterów rozkwita powoli i dojrzewa poprzez trudne doświadczenia, a tych nie brak. Pojawiają się chwile niewyobrażalnego napięcia i intymności, które towarzyszą Sydney i Ridge’owi chociaż ci starają się ich unikać. Chłopak ma przecież własne plany i poukładane życie, które dotąd naprawdę przynosiło mu prawdziwe szczęście.
„And if I can’t be yours now
I’ll wait here on this ground
Till you come, till you take me away
Maybe someday
Maybe someday”
Bohaterowie nie chcieli zmian. Obawiali się tego, że rodząca się pomiędzy nimi więź może niewyobrażalnie ich skrzywdzić. Ja nie chciałam przestać czytać. Wręcz nie mogłam. Każda kolejna strona była jak magnes, który nie chciał mnie puścić. Czytałam całą noc. Moja silna wola okazała się niczym w porównaniu z talentem autorki. Do teraz nie potrafię przestać o tym myśleć. Sydney i Ridge nie tylko zyskali moją sympatię. Pokochałam ich. A wykreowane przez panią Hoover sytuacje po prostu roztrzaskały mi serce. Przeżywałam miliony uczuć na minutę. Wzruszałam się, płakałam i śmiałam. W całym moim życiu przeczytałam już setki książek i śmiało mogę powiedzieć, że „Maybe Someday” zyskała swoje miejsce w pierwszej trójce moich ulubionych. To, czego moim zdaniem brakowało w i tak wystarczająco pięknej już powieści „Hopeless”, tutaj się pojawiło. Nie potrafię wypowiedzieć nawet jednego słowa krytyki na temat tej książki. Była doskonała.
„Nie mam najmniejszych wątpliwości, że w innym życiu bylibyśmy dla siebie idealni. To po prostu nasze obecne życie nie jest dla nas idealne.”
Polecam ją każdemu – w szczególności dziewczynom. Nie będę skłaniała Was do tego, by czytać już dłużej moje brednie, bo tym właśnie one są w porównaniu z treścią powieści. Zakończę więc bardzo krótko – nie traćcie szansy na poznanie tej historii, bo jest ona warta każdej wydanej złotówki.

moja ocena: 6/6
ilość stron: 381
wydawnictwo: Otwarte 

12 komentarzy:

  1. Do tej książki nie trzeba mnie namawiać ;). Na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo kusi mnie ta książka. No dobra, tak na prawdę chyba wszystkie książki pani Hoover bo nie czytałam jeszcze żadnej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ochotę na nią, ale ostatnio jakoś obrzydła mi przez to, że tak o niej głośno. W dodatku gdzie nie popatrzę, tam wspomnienie o niej. Co za dużo, to niezdrowo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam już o tej książce i chętnie poznałabym ją sama :). Nie poznałam jeszcze twórczości autorki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka to mistrzostwo. U mnie też dostała maksymalne noty, cudeńko! <3 Ridge i ta jego gra na gitarze! Achh spodziewałam się dobrej książki z muzycznym wątkiem ale to co dostałam przerosło moje oczekiwania :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny post ja już obserwuje więc może ty tez bys zaobserwowała jeśli tak to bardzo dziekuje .

    Zapraszam : http://angelikao-blog.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciągle czytam recenzje tej książki i mam na nią coraz większą ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam na półce i widzę, że będę zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz rację - ostatnio tej książki jest pełno. Gdzie się nie obejrzę, to MAYBE SOMEDAY. Na początku nawet chciałam przeczytać, ale tak to ze mną bywa, że gdy dana pozycja ma zbyt duży rozgłos, to automatycznie mam coraz mniejsze chęci na przeczytanie. Teraz jednak bardzo zaciekawił mnie główny bohater - nie wiedziałam, że on nie słyszy. zaintrygowało mnie to. :)
    Jak będę miałam okazję - przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zachęcające, uwielbiam czytać Pani opisy, tak jakby staje się Pani współautorem, dla każdej zrecenzowanej książki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam swój egzemplarz! Książeczka czeka do przeczytania <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  12. pieknie potrafi pani zachecic do ksiazki :) super. nie pozostaje mi nic jak ja tylko przeczytac :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń